To szokujące. W czasie gdy nasz kraj toczy z USA najważniejsze strategicznie negocjacje, jakie kiedykolwiek toczył (przyjmuję robocze założenie, że wejścia do NATO Polska faktycznie nie negocjowała, a było to logiczną konsekwencją rozpadu bloku komunistycznego i odzyskania pełni niepodległości), i kiedy jednocześnie w USA trwa przełomowa kampania przed wyborami prezydenckimi, w polskich mediach, zwłaszcza elektronicznych o Ameryce mówi się mało, albo zgoła nic. A to, co się mówi, sprowadza się do sztampowych relacji z kolejnych prawyborów, powtarzania ukutych w Polsce - nie w Ameryce - sloganów i klisz, bez próby odpowiedzi jak zmieni Amerykę kampania roku 2008 i jak zmieniona Ameryka zmieni świat, Europę i Polskę.
Nie jestem amerykanistą, nie mam obszernej wiedzy historycznej o USA. Staram się jedynie śledzić prasę, debaty kandydatów do prezydentury (poświęcę im osobny wpis, bo warto), czytać blogi ekspertów i dziennikarzy-specjalistów. Ale już to prowadzi do smutnego wniosku, że Polaków się oszukuje, serwując w mediach quasi-tabloidalną papkę, podlaną sosem sensacji, zamiast rzetelnej analizy postaw kandydatów wobec kluczowych dla Polski obszarów zewnętrznego zaangażowania USA. Z grubsza tylko biorąc, takich obszarów jest co najmniej pięć: globalna równowaga gospodarczo-finansowa, amerykańskie operacje wojskowe z udziałem polskich żołnierzy, zagraniczna współpraca wojskowa USA, polityka USA w relacjach z UE, NATO, Rosją i Chinami oraz - last but not least - tzw. tarcza antyrakietowa. Czy przeciętny, albo nawet mocno zaintersowany, widz czy słuchacz otrzymuje co jakiś czas aktualizację amerykańskiego stanowiska w tych sprawach? Czy wie, co zamierza przyszły prezydent USA (któryś z trójki Clinton, Obama, McCain)? Nie, raczej nie. Polskie media, zwłaszcza elektroniczne, mogą całymi dniami mówić o Rosji, Niemczech i procesie karnym Polaka w Anglii, ale nie chcą albo nie umieją mówić o najważniejszym obecnie procesie politycznym na świecie.
Nie byłoby zresztą łatwo. Tzw. polskie tematy są - z wyjątkiem Iraku - w amerykańskiej kampanii 2008 niemal nieobecne. Główni kandydaci ani razu nie wypowiedzieli się oficjalnie np. w sprawie tarczy antyrakietowej. W czasie półtoragodzinnych debat między senatorami Clinton i Obamą sprawa obrony antyrakietowej dotąd nie pojawiła się, mimo wyrażanych publicznie w Europie, Rosji i Polsce wątpliwości co do przyszłości tego projektu po bardzo prawdopodobnej zmianie politycznej warty w Białym Domu. Czy to nie doskonała okazja, aby polski dziennikarz podjął próbę wysondowania jeśli nie samych kandydatów, bo oni mają prawo być zbyt zajęci, ale choćby ich doradców i wspierających ekspertów, co do przyszłości tarczy? Jak widać, nie...
A co z gospodarką? Słabnący dolar to już proces o światowych skutkach. Kryzys bankowo-finansowy wywołany przeinwestowaniem rynku nieruchomości w USA ma również globalne konsekwencje. Reakcje FED-u trzęsą Wall Street, a ta potrafi wyjąć miliardy złotych z kieszeni polskich rekinów giełdy, szarych ciułaczy i przyszłych emerytów. Relacje USA z Chinami kształtują pewnie jedną trzecią jeśli nie połowę światowych trendów w handlu. I co? I nic z tego do polskich zjadaczy medialnej papki nie dociera, a jeśli to w hermetycznych kanałach tematycznych jak TVN-CNBC, bo bożek politycznych salonów i konkurencyjnych redakcji - TVN24 już takie tematy uznaje najwyraźniej za zbyt złożone, nie robiące oglądalności i za drogie w produkcji.
Piszę to w dniu prawyborów, zwanych "małym super-wtorkiem", które mogą przesądzić o tym kto stanie naprzeciw Johna McCaina w listopadowych wyborach. Główny program informacyjny w TVP wiele miejsca poświęcił niedawno z góry przesądzonym wyborom w Rosji. Z tego co wiem, amerykański korespondent TVP jest teraz - w kluczowym dniu ostatnich miesięcy (bo "duży super-wtorek" takim się nie okazał!!!) - na Woronicza, negocjując warunki swej przyszłości w firmie. Cztery do pięciu milionów Polaków będą więc skazane na siłą rzeczy pobieżny i skrótowy, a przede wszystkim, z drugiej ręki materiał redakcyjny... Nikt nie pokaże im wyniszczonego przez gloryfikowaną na polskiej prawicy NAFTę Ohio i zlatynizowanego już Teksasu. Nikt im nie powie, dlaczego tarcza antyrakietowa nie obchodzi Amerykanów a obchodzi ich powszechna służba zdrowia. Nikt im nie pokaże, że los uciemiężonego pacjenta publicznej służby zdrowia w Polsce jest o niebo lepszy niż jednej czwartej Amerykanów, którzy dostępu do służby zdrowia nie mają w ogóle...
Piszę to, przeczytawszy artykuł w pewnym mało poczytnym, ale za to ideologicznie słusznym periodyku artykuł pana, który jest formalnie zwierzchnikiem korespondentów zagranicznych TVP. Jego światopogląd (znam go nie tylko z tego artykułu) daje się streścić do następujących tez: na Zachód od Polski są źli Niemcy, na Wschód jeszcze gorsi Rosjanie, a pod nimi Ukraińcy, którym do końca nie można ufać, więc należy ich wychować. Reszta jest za daleko, nasza chata z kraja... Pan ten zapewne słyszał, że w USA w tym roku wybory i słyszał, że największe szanse zamiast prawicowego konserwatysty mają dość skompromitowana w przeszłości żona kłamcy-lovelasa i jakiś murzyn. Ale nie zrobi nic, żeby Polakom to pokazać i - nawet na swój sposób - wytłumaczyć. Przynajmniej byłoby się z czego pośmiać, ale oni nie mają poczucia humoru...
Na nasze nieszczęście, liczący pieniądze panowie z TVN i Polsatu nie są głupi i nie zamierzają wyręczać telewizji w założeniu publicznej. Oni świadomość Polaków mają gdzieś, byle oglądali masowo seriale i "szoły", co Polacy dość grzecznie robią, zaspokajając wciąż budowany pokoleniami niedosyt, kompleksy i głód "wielkiego świata" i blichtru. Marne media kreują więc marne gwiazdy, podziwiane a częściej bezlitośnie krytykowane (vide internetowe fora typu Pudelek.pl) przez marnych odbiorców. I wszystko pięknie, biznes się kręci, tylko czasem jak przyjedzie ktoś znaczniejszy a światlejszy, bywa zawiedziony, zawstydzony i zażenowany poziomem np. pytań polskich dziennikarzy. Wśród zachodnich dyplomatów kontakt z polskimi mediami jest często doświadczeniem na całe życie. Doświadczają tego również osobistości świata sportu, jak ostatnio Sierhij Bubka, zaskoczony nieprzyjemnie w Bydgoszczy. Będzie tego więcej, gdy tylko realnym stanie się projekt Euro2012. Ale wracam do Ameryki.
Za tydzień polski premier wybiera się do USA. Normalnie byłoby tak, że od 2 tygodni byłaby tam niejedna ekipa, kręcąca tzw. features i próbująca dotrzeć do rozmówców Tuska lub ich doradców. Zanalizować sytuację, mieć przygotowaną syntezę. Dokopać się newsa. Nic z tego, jak się niestety zanosi. Ale jak pisał arcy-komuch Leon Pasternak "W mojej ojczyźnie nigdy normalnie..." Czy nie miał racji?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz