Na trzy tygodnie przed szczytem NATO w Bukareszcie rozbieżności ocen dotyczących przyszłości Sojuszu i jego roli wydają się nie do przezwyciężenia. Taki wniosek przychodzi na myśl po warszawskiej konferencji zorganizowanej na Zamku Królewskim przez Centrum Stosunków Międzynarodowych i Ministerstwo Obrony Narodowej.
Impreza była pierwszoligowa: okolicznościową mowę sekretarza generalnego poprzedzały dwie dyskusje panelowe, o politycznym i wojskowym wymiarze transformacji NATO, w której padały pytania i wnioski często nie mieszczące się w wygładzonych ramach politycznej poprawności. Część polityczną zdominował spór Roberta Kagana z Romanem Kuźniarem, który unaocznił fundamentalne różnice w postrzeganiu kondycji NATO oraz co do jego roli w przyszłości. Jeśli interpretować ten spór jako oddający różnice pomiędzy Polską albo w ogóle nowymi członkami NATO albo w ogóle Europą a USA to wniosek nasuwa się jeden i to smutny: drogi sojuszników transatlantyckich dramatycznie się rozchodzą. Amerykanie (a Kagan występował w Warszawie również jako doradca Johna McCaina, aczkolwiek oczywiście zastrzegł, że wypowiada swoje poglądy) zdają się przeć w kierunku transformacji Sojuszu w formację "obrońców demokracji" przeciwko formacji "zwolenników autorytaryzmu". Jak to ujął Kuźniar, cytując Johna Quincy Adamsa, NATO ma się stać nowym św.Jerzym, poszukującym coraz dalej coraz to nowych smoków do pokonania. Polski geopolityk jest temu przeciwny, Kagan wyrażał wręcz zaskoczenie, że jego europejscy partnerzy nie rozumieją takiego podejścia do ładu globalnego. Według niego - jak intrepretuję jego wypowiedź - NATO i USA powinny na skalę globalną zwalczać radykalizm i autorytaryzm, również zbrojnie, prowadząc operacje dzięki siłom zmodernizowanego Sojuszu. Taka wizja skrajnie nie odpowiada Europejczykom, co pokazał też francuski profesor Francois Heisburg, z londyńskiego IISS-u. Heisburg stawiał na pragmatyzm, wskazując polityczne i wojskowe problemy, przed którymi staje obecnie Sojusz prowadząc operacje. Jego zdaniem rozszerzanie NATO (o Brazylię, Japonię, Argentynę czy Australię, jak się często proponuje) nie leży w interesie Europejczyków. Kuźniar otwarcie sprzeciwiał się koncepcji "globalnego NATO", stawiając na "core activity", czyli zobowiązania wzajemne wynikające z art. 5 i 6 Traktatu. Kagan dziwił się, że Europejczycy tak wąsko rozumieją zadania współczesnego NATO i nie dawał się przekonać, że samo rozumienie czym jest kolektywna obrona z art.5 uległo zmianie po zimnej wojnie. Znamienne, że dyskusja prawie w ogóle nie dotyczyła włączenia do Sojuszu Ukrainy i Gruzji. Z wyjątkiem otwierającego przemówienia ministra Klicha, który przecież musiał o tym wspomnieć.
Panel wojskowy był jeszcze bardziej przygnębiający. Z nieczęsto słyszaną otwartością wojskowi wymieniali problemy z jakimi borykają się przy prowadzonych obecnie operacjach. Generał Czmur w kilku przykładach opisał paradoks "krótkiej kołdry" w Afganistanie: gdy dowódcy polowi chcą zaatakować Talibów, muszą grupować siły z całej prowincji, co odsłania tyły i umożliwia Talibom opanowanie innych miejsc. W ogóle operacje NATO są jego zdaniem prowadzone poniżej wojskowego minimum wystarczalności, tzn. w normalnych warunkach w ogóle nie powinny mieć miejsca, bo narażają siły i środki. Dowódcy nie dysponują tym, co minimalnie niezbędne dla wykonania stawianych im zadań. Czy jeszcze ktoś się dziwi dlaczego Afganistan wygląda tak jak wygląda? A teoria jest piękna: NATO dysponuje 2,4 mln żołnierzy!!! Tyle że mniej niż 10% tego jest do dyspozycji. NATO ma rozbudowaną strukture dowódczą!!! Tyle że nie jest w stanie wysłać do Afganistanu dowództwa korpusu, bo dowódcy owszem są, ale w ciepłych bazach w Europie, których nieusuwalności bronią państwa-gospodarze. Realizacja długofalowych programów typu A400M czy AGS opóźnia się. Wojskowi nie kryli, że spodziewają się uzyskać mniej niż planowano, później niż planowano i drożej niż planowano.
I cóż ten biedny Jaap de Hop Scheaffer mógł powiedzieć? Zgodnie z oczekiwaniami wygłosił dość neutralna mowę, z której wynikało, że NATO wiele osiągnęło, ale ma wiele do zrobienia, również z samym sobą. Nie wiedział, co było wcześniej, bo zakończył mówiąc, że nie ma powodu by Polska i inne kraje nie próbowały uczynić z NATO sojuszu swoich marzeń. Nie miał świadomości, że już wiemy, iż te marzenia są drastycznie różne po obu stronach Atlantyku.
O tym media nie powiedziały, zbyt zajęte awanturą w Sejmie o traktat lizboński.
piątek, 14 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz